Tolkien był nie tylko pisarzem. Co zostawił po sobie autor ,,Władcy Pierścieni”?

Początek stycznia to okres, w którym myślę o J.R.R. Tolkienie. Na początku roku, a dokładnie 3 stycznia 1892 roku przyszedł na świat pisarz, który nazywany jest ojcem fantasy. Choć gatunek istniał długo przed nim, to jednak on nadał mu wyraźniejszy kształt.

Nie będę pisał o tym, jak poznałem Tolkiena i jak o mały włos nie zakończyłem z nim swojej przygody po około 5 rozdziałach Władcy Pierścieni (to raczej historia na jakiś deszczowy dzień). Dziś jednak chcę pomyśleć nad tym, co Tolkien dał  światu. A dał wiele. O, i to chyba będzie (być może niewielki, ale jednak) strzał w dziesiątkę.

# Od końca

Daję sobie rękę uciąć, że pierwszą myślą, która przychodzi na myśl o Tolkienie, jest stworzenie przez niego literackiego świata z własną mitologią. I trudno się z tym nie zgodzić. Ale pisarz był przede wszystkim wykładowcą akademickim. Relacje jego studentów są fascynujące. Jakiś chłopak (lub dziewczyna, teraz nie pamiętam) zachwycał się wejściem na salę Tolkiena i recytacją niepozbawioną emocji staroangielskiego poematu Beowulf. Ale on tym żył, Profesor żył historią dzielnego Beowulfa, nawet wydaje mi się, że w prawie każdej jego beletrystyce są echa tej opowieści. Zatem zaczynając od końca: Tolkien – badacz, wykładowca, który wykształcił całe grono brytyjskiej inteligencji. Ciekawostką jest, że jego rozgłos w świecie światowej literaturę pięknej zaczął się od sprawdzania egzaminu pewnego studenta. Zmęczony nawałem pracy Tolkien siedział nad pracą jednego ze swoich podopiecznych. Poprzeglądał kartki z wypracowaniami i wybrał te mniej zapisane (czyli wymagające mniej pracy). Na jednej z nich zapisał: w pewnej norze ziemnej mieszkał sobie pewien hobbit (tak to zdanie przetłumaczyła genialna Maria Skibniewska). Spodobało mu się to zdanie. Kurczę, był językoznawcą. Od razu więc zadał sobie pytanie w stylu: Janie, a kim jest ten ,,hobbit”, bo słowo frapujące. Zaczął badać, myśleć, wyobrażać sobie wygląd niziołka (jak określa się hobbitów). Od analizy tego zdania powstał Hobbit, czyli tam i z powrotem, a potem reszta Legendarium (choć szkice Silmarillionu już od kilkudziesięciu lat tkwiły w szufladzie).  

# Ojciec hobbitów

Po takim początku od końca warto przejść do tego, co najbardziej znane. A chodzi o Śródziemie. Jedni mówią, że bez Władcy Pierścieni nie byłoby Wiedźmina (i coś w tym jest, A. Sapkowski stworzył nawet leksykon fantasy, w którym przypatruje się rozwojowi gatunku), czy też innych dzieł fantasy. Wpływ Tolkiena na rozwój gatunku był niewątpliwy (już nie mówiąc o Grze o tron, której autor w wywiadach przyznawał się, że czerpie inspiracje z Tolkiena). Profesor stworzył odrębną mitologię, faunę i florę własnej krainy. Co więcej: Władca Pierścieni jest spójny wewnętrznie do tego stopnia, że z niezwykłą precyzją i dokładnością Tolkien opisał w niej poszczególne fazy księżyca podczas wędrówki hobbitów do Mordoru. Śródziemie to jedna z najlepiej wykreowanych krain w literaturze. I w pełni autorska. Pisarz zabrał się od podstaw za kreację swojej krainy. Wprawne oko dostrzeże tam jednak akcenty światowej prozy i poezji z przestrzeni wieków. Stworzenie świata to prawie obraz z fińskiej Kalevali (inspirowany także Prologiem Ewangelii wg. Św. Jana), zagadki w Hobbicie i związana z nimi gra przywodzą na myśl Eddę Poetycką. Postać Beorna, przybierającego postać niedźwiedzia to opiekun lasu z mitologii słowiańskiej (Leszy lub Borowy występujący w postaci Leśnego Dziadka lub Niedźwiedzia), wędrówka Noldorów jako podróż przez pustynię Ludu Wybranego ze Starego Testamentu, klątwa rodu Hurina (opisana w Dzieciach Hurina oraz w Silmarillionie) przynosi na myśl Króla Edypa, wędrówka entów to może ,,wędrujący las” z Makbeta. Akcentów jest o wiele więcej. Tolkien za swojego ojca fantastyki uważał G.MacDonalda (to zaskakujące, bo C.S. Lewis też), tak, tego od Królewny i goblina (swoją drogą polecam, bo całkiem przyjemna opowiastka).

# Twórca wielu światów 

Zostawiając już na boku Śródziemie, Tolkien wykreował jeszcze kilka innych krain, choć nie są one tak dopracowane. Mowa tu głównie o jego baśniach. Opowieści z Niebezpiecznego Królestwa to zbiorczy tytuł fantastycznych opowiastek wydanych kilka lat temu w jednym tomie, ale za życia autora (i na świecie do całkiem niedawna) wydawano je w osobnych książkach jako oddzielne opowieści. Mamy Łazikantego, Gospodarza Gilesa z Ham, Kowala z Podlesia Większego, czy Przygody Toma Bombadila. Opowieści tak naprawdę nie łączy akcja rozgrywająca się w jednej krainie, każda z historii ma swój odrębny świat, niedopowiedziany, nieopisany do końca, a więc otwarty dla wyobraźni czytelnika (wszystkie opowiastki rozgrywają się w krainie wyobraźni). Tolkien nawet poczynił esej O baśniach. Ostatnie lata to także porządki w szufladach pisarza, światło dzienne ujrzała m.in. Legenda o Sigurdzie i Gudrun – poetycka opowieść osadzona w mitologicznych czasach, opowiadająca o znanym ze skandynawskiej mitologii Sigurdzie, to też autorska wersja mitu/pieśni rycerskiej o królu Arturze zatytułowana Upadek Króla Artura. Choć osadzone w uniwersum Śródziemia (i opisane w Silmarillionie), jako odrębne można potraktować także trzy Wielkie Opowieści, którymi żyła wymyślona przez Tolkiena kraina: Upadek Gondolinu, klątwa rzucona na Dzieci Hurina a także miłość ponad podziałami opisana w książce Beren i Luthien (wszystkie trzy historie zawiera także Silmarillion).

# Badacz 

Przede wszystkim literatury i języka. Bardzo dobrze, że nazwisko Tolkiena nie kojarzy się wyłącznie z beletrystyką (bo nie powinno, skoro badania Profesora były zanim wydał swoje wielkie dzieła, i przykładał do nich ogromną rolę, prozę zostawiając na boku jako hobby pielęgnowane w wolnych chwilach). Rozmawiałem kilka lat temu z koleżanką studiującą filologię duńską. Pytam się o Eddę Poetycką, a przy okazji o Tolkiena. I czego się dowiaduję? Na jej studiach analizuje się teksty Profesora. A mi lata temu na egzaminie z językoznawstwa trafiło się pytanie o to, dlaczego  język jest pojęciem abstrakcyjnym. I dziękuję Bogu, że kilka dni wcześniej w ramach przerwy w nauce przeczytałem we fragmentach poemat Profesora Mythopoeia, gdzie pięknie i obrazowo wyjaśniono znaczenie języka w nazywaniu świata. Już pomijam fakt, że było to moje wymarzone pytanie (choć akurat to nie Tolkiena, a innych językoznawców obecnych na mojej „liście lektur” musiałem znać). A badania Tolkiena były przebogate: etymologia, metrum w poezji antycznej, stare języki (i w większości wymarłe), analiza średniowiecznych poematów, dawne mitologie, funkcja literatury na przestrzeni wieków (polecam Potwory i krytyków. Pamiętam, że gdy to czytałem w szkole średniej za wiele nie rozumiałem, pomijając już wczytywanie się w tajniki staroangielskiego, ale fascynował mnie sposób napisania tych esejów językowych). Oprócz świetnej fantastyki to drugi temat twórczości pisarza. Nie bez echa przechodzą też jego prace przy Oxfordzkim słowniku.

# Tłumacz

Tolkien tłumaczył i to na sporą skalę. Pan Gawen i Zielony Rycerz, Perła, Orfeo, a nawet Beowulf. Tłumaczenie to pikuś, można powiedzieć, ale wspomniane utwory Profesor musiał przełożyć ze staroangielskiego.  Mówiłem już, że oprócz kilku nastu języków współczesnych znał i kilka wymarłych? Nie? Nadrabiam więc niedopatrzenie 🙂 Sam nawet stworzył kilka języków na potrzeby literackiego świata.

# Poeta

Tolkien nie afiszował się tym, ale jest (podobnie jak C.S. Lewis) autorem wielu wierszy. Warto tu wspomnieć, że pierwsza wersja jednej z głównych opowieści z Silmarilliona (O Berenie i Luthien) pierwotnie została napisana nie prozą, a w formie pieśni. Kwiat wszystkich drzew to właśnie jeden z wierszy Profesora (podaję skopiowany ze strony Elendilionu link do wpisu):
Brzoza nosi piękne liście
na lśniących gałęziach,
jest bladozielona i migocąca,
kwiat wszystkich drzew kwitnących,
o jasnych włosach i smukłych członkach,
władczyni góry.
Wiatr woła, potrząsa nią lekko,
a ona żartem nisko pochyla gałęzie;
gładka, prosta i o białej korze,
drżąc, przemawia w swoim języku,
jasne godło, dobra tajemnica,
błogosławieństwo mojego ludu.
Wieczór robi się ciemny od chmur,
błyska błyskawica;
delikatne liście lecą wolne,
ale wytrwała i wierna biała brzoza
stoi naga i czeka,
władając górą.

# Złote dziecko

Choć urodzony przed I Wojną Światową, choć z obrazem tej drugiej, Tolkien potrafił wykreować fascynujący, nowy, świeży i ponadczasowy świat. I to nie wyłącznie dzięki talentowi lub wyobraźni. Teoria Tolkiena była taka: każdy z nas ma pierwiastek stwórczy dany przez Boga i skoro Stwórca budował świat, pisarz potrafi go także, tyle że w literaturze (to tak skrótowo). Tolkien miał zatem niezwykły dar.
Zdjęcie na licencji CC0 pobrałem z: www.pexels.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.