Milczenie zamiast krzyku

Gdy widziałeś w swoim życiu wewnętrzną wojnę, doceniasz każdą chwilę spokoju duszy. Gdy kogoś straciłeś, doceniasz ludzi wokół. Gdy masz kontuzję, doceniasz każdy krok. Podczas kataru – chwile bez niego. Umierając zauważasz, jakim skarbem było życie.

Zrobiłeś miliony kroków nie myśląc o tym, jakie masz szczęście.

Nie masz może świadomości, jak wielkie to szczęście, że wokół panuje pokój.

Nie dostrzegasz może tego, co przecież mogłoby cię ominąć tak nagle, dziś rano (przecież to właśnie ominęło tego dnia tysiące ludzi, kolejny raz wygrałeś więc coś w życiu).

Nie dostrzegasz.

Łatwo się przyzwyczajamy do tego, że jest normalnie, rutynowo, bez zmian. Narzekamy nawet czasem i na to.

Gdy doświadczyłeś bólu, pozostaje ci już tylko radość.

Tyle możesz zrobić dla wyziębionej psychiki.

Gdy pojawi się jakieś truchło w moim życiu, wychodzą pozostałe wilki, zwabione krwią, by rozszarpać je, a przy okazji rozszarpać i mnie.

Często ten, który najgłośniej krzyczy, ma ku temu najmniej powodów.

Często ten, kto narzeka, nie doświadczył w życiu piekła.

Powściągliwi są ci, którzy mają największe prawo na tym świecie, by wykrzyczeć swój ból. Oni pokornie strzegą swych tajemnic, w zaciszu domu, wśród niewielu popychają ten świat.

,,Nie ma pokolenia, w którym nie byłoby czterech ludzi sprawiedliwych
Potajemnie dźwigają wszechświat i usprawiedliwiają go wobec Pana
Ale gdzie ich znaleźć, kiedy chodzą zagubieni i anonimowi po świecie i nie można ich poznać, kiedy się ich widzi
I nawet oni sami nie znają wielkiej roli, jaką spełniają”*.

– Zawsze jest taki optymistyczny i pogodny.

A co innego ma robić? Wyć jak małe dziecko i płakać z bólu?

Ciągle rozpamiętywać? Ciągle rozdrapywać ten ból?

W pewnym momencie człowiek sięga tego miejsca, w którym albo już może zostać na wieki, albo już tylko się odbić.

Gdy zmęczony życiem padłeś w środku zimy, w środku nocy, na śnieg, możesz zamknąć oczy i zgasnąć, albo wstać i otrzepać się z puchu, pójść do domu i wypić ciepłą herbatę.

Różewicz dużo milczał. ,,tam gdzie trzeba krzyczeć
mówię szeptem”**. To poeta, który widząc zniszczenie świata i człowieka wołał, że potrzebuje kogoś, kto go ponownie nauczy, czym jest dobro, a czym zło, kim jest człowiek, a czym zwierzę.

Nawet nie wiesz, jak wielu milczących wokół ciebie ma prawo krzyczeć.

Nawet nie wiesz, jak wielu z tych krzyczących nadużywa swojego prawa.

Milczymy.

Kto ci powiedział, że jesteś głupi?

Kto ci powiedział, że jesteś brzydka?

Daliśmy sobie coś wmówić przez zakrzyczany świat.

Ten głos nie kłamie, nie wymyśla. On mówi prawdę, a w zasadzie tę zafałszowaną pseudo prawdę. On ci mówi, żebyś ukradł, bo się dzięki temu wzbogacisz. To prawda, przybędzie ci kasy, ale wewnętrzny głos nie mówi, że krzywdzisz.

On ci mówi, że zabijając słabych, czynisz selekcję, dbasz o silne jednostki. To prawda, tylko że nie mówi, że odbierasz komuś życie, czynisz zło.

On ci mówi, że jesteś brzydka, i każdy z nas na swój sposób jest brzydki, bo upadamy, bo cieszy nas zemsta, bo nie potrafimy w człowieku widzieć człowieka ale często rzecz lub obiekt, bo mamy taką a nie inną naturę. Głos nie mówi jednak, że mamy swoją wartość, że każdy z nas jest unikatowy, że jesteśmy twórczy, potrafimy kochać, dawać życie, że mimo brudu, trudu i bólu, potrafimy być dobrzy.

Zło działa poprzez pokazywanie pewnej części prawdy. Łapiemy się na to, bo niby wszystko jest logiczne, pasuje, no w sumie to jest to prawda. Nie zauważamy, dając się zwodzić, że to tylko fragment prawdy. Że to taka prawda, która ledwo się ociera, bo w sumie jest kłamstwem, wielką mistyfikacją. Tak działa szatan: on wskazuje na część prawdy, on opowiada tak o prawdzie, by ją zakłamać.

Patrzę na ten świat milczących, na tych którzy nie muszą niczego mówić, bo jest dla nich ważne świadectwo. Na tych, którzy pięknie milczą, bo wiedzą już o świecie wszystko. To jak z genialnym muzykiem, który zna tak wiele utworów i ma tak bogatą wiedzę, że potrafi kondensować dźwięki, by w oszczędnej formie przekazać wszystko. To jak z pisarzem, który jest tak oczytany, że jego krótkie, ale treściwe zdania, uderzają w samo sedno serca. To jak z człowiekiem, który doświadczył tak wiele, że potrafi pięknie milczeć i już tylko dawać radość, choć czasem jego wzrok jeszcze zdradza ból.

Boję się, że ostatni świadkowie odejdą, że przeminie postać tego świata. Boję się, że kiedyś usiądziemy i będziemy płakać, bo zostanie nam świat, który będzie trzeba popchnąć do przodu, a nikt z nas tego nie będzie potrafił, bo nie będzie nikogo starszego i doświadczonego. Boję się, że kiedyś wstanę rano i będzie trzeba sterować tym światem – że będzie musiała nastąpić nieunikniona zmiana pokoleniowa. Zajęci krzyczeniem, słuchaniem populistów, sianiem mocnych tez i coraz bardziej radykalnych teorii przegapimy czas zmiany, bo zamiast milczeć, będziemy ciągle krzyczeć. Zamiast pytać, będziemy rzucać kamieniami, iść w protestach i kolejnych manifestacjach, że zajęci dzieleniem i osądzaniem przegapimy cykl wykładów z życia.

Najgłośniej krzyczą ci, którzy niczego nie wiedzą, nie widzieli, nie doświadczyli. Cechuje ich radykalizm, albo zwyczajnie chcą tobą manipulować lub używać perswazji, by coś osiągnąć.

Boję się, że kiedyś wstaniemy rano i zaczniemy płakać nad swoją niedolą, że będzie to głośny lament, spazm, płacz i zawodzenie, czkawka uwalniająca blokowany płacz. I znowu będzie głośno, bo nawet cierpiąc nie potrafimy milczeć.

* Cytat prawdopodobnie pochodzi z nauk zen, zaczerpnąłem go z płyty Bisza ,,Ukryte w śniegu”

** T. Różewicz ,,Nie śmiem”

 

zdjęcie na licencji CC0 pochodzi z www.pexels.com

2 myśli w temacie “Milczenie zamiast krzyku”

  1. To czy ktoś krzyczy czy cierpi w milczeniu NIE wynika z ilości cierpienia, lecz z natury danego człowieka. Nie można robić wyrzutów komuś kto jest płaczliwy i krzyczy z byle powodu – nie jesteś w jego skórze i nie wiesz, jak on to odczuwa. Nie wiesz też, który raz w dniu, tygodniu czy roku on cierpi – Tobie może się to wydawać bzdurą, ale jeśli jego dotyka to cierpienie np. kilkunasty raz w ciągu tygodnia, to krzyk rozpaczy jest rzeczą zupełnie naturalną.
    Pozdrawiam.

    1. Racja, każdy inaczej znosi ból, to też zależne jest od charakteru. Dziękuję za ten ważny komentarz i uzupełnienie. Nie napisałem jednak, żeby sposób wyrażenia bólu był zależny od ilości cierpienia (gdyby świat tak wyglądał, byłby to świat w gruncie rzeczy nielogiczny; nasze życie to nie algorytmy informatyczne, a psychologia). Nie robię też nikomu wyrzutów, nikogo nie osądzam (jeśli tego nie widać na pierwszy rzut oka, to mam nadzieję, że choć tekst ociera się o to, że nie piszę tu z pozycji referującego podręcznik do psychologii, a bardziej piszę o własnych odczuciach, w tym też próbując korzystać z własnych doświadczeń, nawet bólu, niż pisać z jakiejś pseudonaukowej próżni). Nie na tym jednak w tej chwili chcę się skupiać.

      Myślę jednak, że krzyk nie jest synonimem płaczu, i nie w takim kontekście użyłem „krzyku” ale jako narzucanie pewnych narracji, umedialnienie bólu, upolitycznienie cierpienia, takie głównonurtowe mówienie jak żyć, tymczasem uważam, że ci, którzy bardzo i szczerze cierpią, autentycznie, oni to robią w zaciszu domu, nie na pokaz (i tu właśnie to, o czym piszesz PPP – zależnie od charakteru są to różne formy wyrazu tego bólu). I znowu: ci, którzy cierpią naprawdę mogą robić to za pośrednictwem środków masowego przekazu, jakoś próbować to pokazywać (bardzo często robią tak przyszli samobójcy, oni wysyłają sygnały; choć jednak targnięcia się na życie są często domeną osób, które tego nie pokazywały, które raczej były radosne poza domem). I to też nie jest zawsze, stąd słowa „czasem”, nie zaś „zawsze”, bo zakładam, że świat ma różne odcienie, nie jedną barwę wiodącą. Ten użyty przeze mnie „krzyk” czyli w pewien sposób agresja, hałas, bardzo przeszkadza w przeżywaniu swojego bólu. Płaczu także. Z tym, że dla mnie „krzyk” to nie synonim ani zamiennik słowa „płacz”. Nawet „krzyk rozpaczy” nie jest „rozpaczą” (ta jest głównie wewnętrzna, doprowadza do gestów), ta pierwsza zaś to już działanie. Krzyk odziera, sprawia, że musi być głośno. Przy czym ten „krzyk” w pewnym miejscu wpisu wiążę z perswazją, z mówieniem jak żyć, we wpisie wiążę go ze „specjalistami” od życia i bólu, którzy jedynie krzyczą i pouczają, sami zaś niewiele wiedzą o tych cierpiących w ukryciu, o tych na zewnątrz (w oczach ludzi) wolnych od bólu ale w środku zranionych. Chodziło mi o pokazanie tych dwóch przeciwnych postaw. Przy czym mówiąc o krzyku nie mówię o krzyku cierpiących, ale o tym pochodzącym od populistów, wszelkich medialnych szarlatanów, tych chcących manipulować lub stosować perswazję, upolitycznić ból lub odrzeć cierpienie z tego, co w nim najważniejsze, a wykorzystać jako narzędzie osiągania swoich celów, nie jako pomoc. Ten krzyk to nie zamiennik cierpienia i towarzyszących mu zachowań.
      Nie napisałem ani słowa o skali cierpienia, bo cierpienie nie ma chyba granic, ta granica się przesuwa i weryfikuje, ile człowiek za każdym razem (i czy) potrafi jeszcze unieść.

      Dziękuję za komentarz, za czujność, za uwagi, które pomogły doprecyzować niektóre kwestie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.