Panie, jeśli masz przyjść powtórnie, to najlepiej w Boże Narodzenie, albo może dzień po

Totalnie nie czuję ,,magii” świąt, klimatu ,,tych dni”. Pogoda jest w tym adwencie jak w Wielkim Poście, czyli tak już post-zimowo. Może to wina pogody, może to natłok obowiązków w pracy. Chyba przede wszystkim nie czuję tego, że nadchodzi Boże Narodzenie. Jest po prostu tak zwyczajnie.

Nie jest to problem tylko mój, rozmawiam w pracy z ludźmi i mówią, że też tego nie czują. Chyba przyzwyczajeni do mrozu i śniegu, do mandarynek i rozgrzewającego barszczu czerwonego w kubeczku, nie kojarzą tego okresu przed Świętami z tym, co za oknem. Nigdy nie byłem fanem świątecznych piosenek, no może coś tam włączam w Wigilię. Pamiętam, że wielokrotnie musiałem ,,wzbudzać” w sobie ten klimat, bo go nie czułem.

Jest tak zwyczajnie.

Wydaje mi się, że Bóg przychodzi w codzienności, w zwyczajności.

Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że najpierw jest trochę tych dni adwentu, że oto Pan przyjdzie w grocie (w stajence), że zaraz będzie karnawał, Wielki Post, i potem Pan pokona śmierć. Trochę ciepłych dni, Zaduszki, koniec roku liturgicznego, adwent…

Adwent to czas radości, ale to też czas wyczekiwania. Skąd wiem, że zaczynając ten tekst skończę go, zanim Chrystus przyjdzie na świat ponownie? Bo przecież nie znamy dnia ani godziny. I gdy On przyjdzie powtórnie, to nie będzie to zależało od tego, czy akurat leżę na hamaku, czy też czy może akurat zostało mi jedno okienko w kalendarzu adwentowym. I co wtedy, powiem ,,Panie, przyjdź w Boże Narodzenie, a najlepiej to tak z dzień po, bo jeszcze mi ta jedna czekoladka została w okienku na jutro. Pojutrze będę po rodzinnym obiadku, już rozpakuję prezenty. Tak, to chyba najlepiej wtedy przyjdź”?

I tak prawdę mówiąc, to dobrze pisać, dobrze mówić, a ja tego nigdy nie ogarnę, bo jako człowiek jestem po prostu głupi. Stoję przed Bogiem podczas Eucharystii i wiem, że żebym nie wiem co, nigdy nie ogarnę, czym w pełni jest msza. I czytałem różne publikacje, wiem że oto teraz z aniołami wysławiamy Pana (i chóralnie coś tam bełkoczemy pod nosem), a że teraz kapłan niesie Ciało, i jest w tym coś przejmującego: ci ludzie są biedni, utrudzeni, oni łakną i pragną, to są różni ludzie, ale tworzą wspólnotę, jeden organizm.

Żeby nie wiem co, to serio nie ogarnę, czym tak naprawdę jest Eucharystia, mogę czasem wpadać na jakieś przebłyski, coś może ledwo mi się tam zaiskrzy, ledwo o coś się otrę, ale jedynie otrę się, nie poznam.

I tak samo nie poznam w pełni Pana, mogę Go poznawać, ale nie poznam. Bo On żyje. Żyje ciągle. To nie jest skończona historia, ale ona ciągle trwa. I tak samo jest z czasem Jego przyjścia, jak ten tegoroczny wiosenny i nieklimatyczny adwent. Jego przyjście też nastąpi po zwyczajności, owszem – towarzyszyć będą temu znaki, one się dzieją ciągle. Nie ogarniemy tego czasu. Chrystus przyjdzie nagle, jak Bóg do Mojżesza w Krzewie Gorejącym, jak goście do Abrahama, jak lekki powiew do Eliasza.

Mój Bóg jest prawdą bo pozwala mi Siebie odkrywać. I jest prawdziwy, bo nigdy nie będzie pojęty, nigdy niepoznany, żebym nie wiem co. On zawiera z każdym z nas przymierze, ma z każdym indywidualną więź, wie jak dotrzeć do każdego i przez co – przez które miejsce, przez jaką wrażliwość.

Wielu próbuje o Nim powiedzieć wiele, z pozycji ex cathedra mają jakąś tajemną moc i wiedzę. On się każdemu pozwala odkrywać, czasem przez pozorne ukrycie, by stopniowo się objawiać w codzienności, a w finale dać pokój duszy, błogi spoczynek i brak wszelkich innych pragnień poza Nim. Wtedy żadna przyjemność nie jest w stanie zadowolić duszy, która niczego nie pragnie i nie potrzebuje niczego poza Nim. Wierzę, że tak będzie, że tak On działa, że chce dla każdej duszy takiego zjednoczenia ze Sobą.

W tym adwencie uczę się zwyczajności i codzienności. Tego, że Eucharystia nie jest rozweselaczem, ale spotkaniem z Panem. Wychodząc ze mszy nie muszę frunąć do domu na paliwie uniesienia religijnego lub ekstazy modlitewnej, ale że wracam do zwyczajnego świata w którym i poza którym byłem przez kilkadziesiąt minut. I jeśli wracając patrzę na świat ze spokojem, z taką akceptacją normalności ale i z tym spokojem w środku, to jest to już ogromny dar.

Uczę się w tym adwencie też, że Adoracja to oddawanie – no właśnie – czci Panu, nie zaś samouwielbienie i magia, po której ma być nam zawsze dobrze i ponad ziemsko. Jak powiem komuś komplement, to nie powinienem czekać na odpowiedź zwrotną. Czasem ktoś nam okaże swoją radość, ale częściej może ucieszy się tylko wewnętrznie, stłumi to. Adorując Pana nie powinienem oczekiwać, że teraz nagle wydarzy się coś wielkiego. Oczekiwanie zapłaty za okazaną miłość nie świadczy o szczerości naszego uczucia, naszych intencji. Może czasem po Adoracji Najświętszego Sakramentu ma nam towarzyszyć uniesienie, ale może częściej ma być normalnie. I ta normalność nie jest czymś złym. Kto wie, czy właśnie nie Eucharystia i Adoracja, czy to właśnie nie modlitwy sprawiły, że zamiast źle i przygnębiająco, jest właśnie „tylko” normalnie.

I dziękuję, naprawdę bardzo dziękuję Bogu, że ten adwent jest taki zwyczajny, pozbawiony ,,klimatu”, ,,magii” i innych wabików. Że to jest taka codzienność, po której nagle przyjdzie Boże Narodzenie (bo ja nadal nie potrafię sobie tego uświadomić, że już bliżej, niż dalej). I że znowu nieuchwytnie przeleci przez palce, nieogarnięte, chyba jak zawsze: mimo przygotowań trochę przegapione. I znowu będziemy wołać: ,,Panie, przyjdź”, choć jednocześnie może nie będziemy siebie podejrzewać o pełne przygotowanie na tę chwilę, że uświadomimy sobie, że może w tej codzienności i zwyczajności nie zawsze jesteśmy w pełni gotowi na spotkanie z Nim. Tylko że On przyjdzie niezależnie od tego, w jakiej kondycji ducha akurat będziemy. I może lepiej przyzwyczajać się do normalności i codzienności, niż do tych chwil szczególnych uniesień. Wydaje mi się, że tych ostatnich przeżywamy w życiu mniej, niż tej zwykłości doczesności. Warto może na w razie czego zaprzyjaźnić się z rutyną i codziennością. Gdy Pan przyjdzie, pewnie wielu z nas zastanie na modlitwie lub na mszy, ale ze względu choćby na różny czas na planecie wielu będzie wtedy spało, obierało ziemniaki na obiad, smażyło jajecznicę na śniadanie, albo właśnie rozpoczynało pracę.

zdjęcie na licencji CC0 pobrałem z www.pexels.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.