Początek żałoby. Między bólem a odwagą, pomiędzy życiem

 

Choć minęło już około 5 miesięcy, jak wczoraj mam ten obraz. To był strasznie trudny okres, to był czas trochę lżejszy niż wiele z przeszłości, choć jednak powiązany w pewien sposób z tymi minionymi. Zapętlałem kilka rockowych ballad, serce uspokajało się tylko na chwilę.

Doszedłem do wniosku, że wszyscy błądzimy, choć o tym nie wiemy. Że przybieramy maski, choć nie musimy ich nosić. W poszukiwaniu duszy przechodzimy przez piekło. Coś wewnątrz nas poddusza zmysły. To drugi człowiek. Jesteśmy aniołami, którym ktoś kazał chodzić po brudnej ziemi. Brudni życiem wszyscy błądzimy, choć o tym nie wiemy. Ciągle staramy się odgrywać którąś z przypisanych ról „bo tak robią ludzie w sytuacji jak ta”, choć w rzeczywistości niczego nie wiemy. Biała anielska szata przecieka błotem i krwią poranionych stóp. Dopiero wtedy wiesz, czym jest: świat, człowiek i życie. Jest już za późno, bram do Raju pilnują aniołowie w lśniącobiałych zbrojach. Nie ma dla Ciebie miejsca, dopóki się nie oczyścisz. Jesteś człowiekiem, jesteś więc brudny życiem. Mogłeś trwać w niewiedzy. Jesteś brudny życiem.

* * *

Psują wszystkie autorytety, populiści. Jesteśmy bezsilni w tej polsko-polskiej wojnie. Idzie kres tego świata.

* * *

Ale ten okres, ten był strasznie trudny, to był czas trochę lżejszy niż wiele z przeszłości, choć jednak powiązany w pewien sposób z tymi minionymi. Coś we mnie zgasło i już się nie tli. Teraz nie mam się za kim schować, na kogo zrzucić winę, kogo obarczyć. Idę teraz z odsłoniętą piersią, skundlony bezpański pies, który jest słaby, ale który pamięta, że pochodzi od wilka. Jestem silniejszy, choć nie muszę a zarazem muszę.

Problem zaczyna się od barw, od odcieni czerni i szarości, brąz jest ekstrawagancją, biel to marzenie odłożone w czasie.

To był straszny czas, ale coś jednak stopniało, coś uspokoiło się. Pamięć wróciła na właściwe tory, przeszłości już definitywnie nie ma, nie istnieje, nie jest warta powracania do niej.

Boli mnie, że już tej osoby nie ma. Zostawiła we mnie dużo emocji: różnych, najczęściej trudnych. Nie tylko nie chcę, ale wręcz odrzuca mnie od tego, by je wspominać. Czuję się oczyszczony z każdej myśli, z pamięci. Mam ochotę powiedzieć: ,,słuchaj, nic się nie stało, poradziłem sobie. A teraz mnie boli, że ciebie nie ma, choć nie widzieliśmy się wiele lat, wiele bardzo długich lat”.

Przygasłem, więcej obserwuję niż mówię. Jestem tak bardzo TU ale i POZA.

Życie to błysk. Śmierć to tylko iskra.

Wzruszam się, gdy wszyscy się cieszą.

Jestem niewzruszony, gdy ktoś się smuci.

Śmieję się w chwilach powagi, poważnieję, gdy trzeba się śmiać.

Mam pokręcony umysł.

Jestem człowiekiem XXI wieku

* * *

Żyjesz chwilę, okazuje się, że to jedynie błysk. Że to może boli, ale to tylko chwila. Życie jest potwornie banalne, ono tylko w poezji wygląda na wzniosłe. Wyszedłeś z domu i już. Było światło i nagle nie ma niczego. Przeżyłem kilka wypadków, moment uderzenia jest natychmiastowy, nagła ciemność i znowu jestem. I znowu ja. Każda okazja spotkania się z życiem tuż po muśnięciu zimnych ust śmierci sprawiała, że stawałem się silniejszy, inny, umocniony, coraz bardziej otwierałem się na drugiego człowieka.

Ktoś mądry powiedział, że kiedy miłość jest bożkiem, staje się demonem.

Ktoś mądry powiedział, że będziemy sądzeni z miłości.

Ktoś mądry powiedział, że jesteś tyle wart, ile dajesz od siebie.

Ktoś mądry powinien przewidzieć, że życie to tak niewielka chwila, że z pozycji Kosmosu wręcz niedostrzegalny jest jej blask.

* * *

Informacja o twoim odejściu zastała mnie w pracy. Porządkowałem stare dokumenty, cicho w głośniku leciało Dream on Aerosmith. Melodia została mi w uszach. Później przychodzi SMS, że ciebie już nie ma na świecie. W uszach mi dudni ciągle, nie wyszło z głowy, utknęło chyba na dobre tam: ,,Maybe tomorrow the good Lord will take you away, Dream on, dream on, dream on…” I tak teraz myślę, że życie jest dziwne, i  że czasami ociera się o banał i pretensjonalność. Pobladłem, stanąłem przy oknie, pomyślałem: ,,a więc to już? A więc to jest ten moment, tak miał wyglądać? Ten historyczny moment w życiu każdego faceta, ten z tych ważnych. ,,You know it’s true, all the things come back to you, sing with me (…)”. Ta piosenka towarzyszyła mi na uszach też wtedy, gdy szedłem po pracy do kapucynów pomodlić się za twoją duszę.

* * *

Ale ten okres, ten był strasznie trudny, to był czas trochę lżejszy niż wiele z przeszłości, choć jednak powiązany w pewien sposób z tymi minionymi. Dałem myślom swobodę działania, dałem ciału pełnię jego potrzeb. Truchła złych myśli atakowały każdą zdrową komórkę umysłu, bolały plecy, ściskało w żołądku, szybko się irytowałem i denerwowałem. Byłem o krok od zgorzknienia.

A potem życie powróciło do normy.

I tylko czerń, szarość i odcienie granatu sprawiały, że serce podpowiadało, że było przecież jakieś inne Życie. I że tego życia już nie ma, zostało pogrzebane.

Moje życie też się zmieniło, byłem jak szczenię, które kładzie się przed wilkiem z odsłoniętą klatką piersiową i opuszczonymi łapami, żebrze o litość, choć wystawia na próbę nieosłonięte, nagie serce. Moje życie też się zmieniło, idąc z nagą piersią, zgarbiony, słaby a mimo to z podniesioną głową poczułem, że jestem silniejszy, mocny, że mam władzę nad sobą i mam coś bezcennego: życie.

* * *

To był ten moment w życiu mężczyzny, gdy sobie uświadamiasz, że teraz to ty masz siłę, że jesteś silny, że jesteś poniekąd nie do zdarcia i niech się naprawdę dzieje już wszystko. Trochę w tym odwagi, trochę adrenaliny, a trochę pewnej obojętności wobec świata, który naprawdę nie może zrobić ci krzywdy, gdy znasz swoją siłę. Nie miałem się za kogo schować, nie chciałem za nikim się chować. Przeszłość mnie puściła, przez każdy z tych dni minionych 5 miesięcy nie wróciłem już do przeszłości, do pamięci, do krzywdy lub bólu.

* * *

Ale tamto było już potem, ale tamto jest dopiero teraz, dopiero po miesiącu, po dwóch, po pięciu.

A wtedy?

* * *

To był strasznie trudny okres, to był czas trochę lżejszy niż wiele z przeszłości, choć jednak powiązany w pewien sposób z tymi minionymi.

* * *

Życie się kończy. Płoną lasy, topnieją lodowce, słońce jest ostrzejsze, klimat się rozregulował. Temperatura na świecie historycznie się podnosi, w tym upale bez problemu mogą rozwinąć się tropikalne choroby, na które Europa nie jest przygotowana. Wymrzemy i to kwestia czasu. I nie jest wcale mi szkoda populistycznych polityków, wszelkich lobby i tak dalej. Wykończymy się, wydusimy, spłoniemy i stopimy. Matki i ojcowie niech pomyślą o swoich dzieciach, dzieci niech pomyślą o matkach i ojcach, mężowie o żonach, żony o mężach. Zabijacie ich swoimi wyborami i czynami, swoim poparciem i wsparciem.

* * *

To był strasznie trudny okres, to był czas trochę lżejszy niż wiele z przeszłości, choć jednak powiązany w pewien sposób z tymi minionymi. Zapętlałem kilka rockowych ballad, serce uspokajało się tylko na chwilę.

Finalnie przyszło do mnie oczyszczenie.

Pozwoliłem pracować swojemu ciału, umysłowi, myślom i uczuciom. Dałem im wolną przestrzeń do bycia: nie do wymuszania emocji, do wchodzenia w kulturowe ramy, nakazy i zwyczaje ,,bo tak trzeba”.

Ciało wie, czego mu potrzeba, ono wsłuchuje się w rytm serca, w oddech, w naturę. Człowiek wie, czego mu potrzeba, gdy nie słucha szumu mediów, ale swojego głosu. Potrafimy się sami uzdrawiać i sami pocieszać nawzajem.

Nagą pierś okrywa czerń. To ona mówi, że było inne Życie, które czas pogrzebał.

To był trudny czas – czas rozpoczęcia żałoby.

zdjęcie na licencji CC0 pobrałem z: www.pexels.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.