Archiwa tagu: wiara

Gdy świat się kończy, gdy moje serce krzyczy, daj mi ciszę, bo jestem grzesznikiem największym ze wszystkich

 

,,Nie ma o czym pisać, skończyło się/Nie ma murów by walić w nie, upartym swym łbem/Nie ma murów by pisać, trującą treść /I nie ma o czym pisać, bo skończyły się /skończyły się /czasy (…)” śpiewał Grzegorz Ciechowski w utworze Koniec czasów. Myślę ostatnio o pewnym końcu – nie o Słońcu, które gaśnie w oceanie, nie o trzęsieniu ziemi albo smogu, który nas wytruje.

Czytaj dalej Gdy świat się kończy, gdy moje serce krzyczy, daj mi ciszę, bo jestem grzesznikiem największym ze wszystkich

Pełnia kobiecości pełna piękna

 

Na pewnej aukcji internetowej spodobała mi się reprodukcja Ikony. Matka Boża w odcieniach czerwieni, żółtego, brązu i pomarańczowego. To barwy późnego lata, prawie złotej jesieni, która przychodzi z wrześniem. Lubię patrzeć na ten obraz w dniu Wniebowzięcia Maryi, te barwy przypominają mi o bukietach z ziół i Matce Bożej Zielnej. Jest w tym obrazie piękno i radość. Wstyd się przyznać, ale nie bardzo znam się na obrazach. Szukając w sieci tytułu Ikony okazało się, że to Matka Boska Bolesna. Piękno, ale i smutek. Maryja uczy radości, ale pomaga też w przeżywaniu tych chwil zwątpienia, straty, zagubienia, niezrozumienia – tego, co ludzkie.

Czytaj dalej Pełnia kobiecości pełna piękna

Boga nie męczy machanie do nas

Późny wieczór, biegnę po chodniku, z naprzeciwka nadbiega drugi nocny przemierzacz miasta. Pokonuję jakąś wewnętrzną blokadę i zgodnie z biegowym zwyczajem podnoszę prawą dłoń w geście pozdrowienia. Biegacz  popatrzył na mnie z politowaniem i oburzeniem i odbiegł, nasze spojrzenia na szczęście spotkały się tylko na sekundę. Poczułem się dziwnie i tylko nabiłem sobie głowę. Bo jak to, bo ja do niego z pozdrowieniem, z gestem, a on nic? Może już od teraz mam się z nikim nie witać na ścieżce, bo może znowu ktoś mnie odtrąci?

Czytaj dalej Boga nie męczy machanie do nas

Bóg w którego wierzę jest dobry, nie okrutny

Do mojego Boga mówię czasem wprost:  ,,Tatusiu”. Jest potężnym Panem, Stwórcą mającym moc nad światem, a złe duchy i największe szkodniki duchowe drżą przed Nim i boją się Go. Mój Pan – nasz Pan – jest wielki i ma moc. Ale dla mnie jest troskliwym Tatusiem.  I mam też ,,podkładkę” Biblijną. Po aramejsku ,,abba” oznacza ,,ojczulku”.

Czytaj dalej Bóg w którego wierzę jest dobry, nie okrutny

Mów do mnie Panie, i w rapie, i na Instagramie

Bóg do nas przemawia. Czasem Go słyszymy, a czasem nie. Nie wiem od czego to zależy, no bo przecież nie zawsze od naszej niechęci. Nie zawsze też od zabiegania. Czasem Go nie słyszymy, bo się boimy, bo nie mamy stuprocentowej pewności. Wiele razy po kilku miesiącach uderzam się w głowę, czując coś w stylu: ,,aaa, to o to chodziło. To dlatego mi nie wyszło, bo…, a więc wszystko się teraz układa”. Serio, w ostrożności potrafię zajść daleko, ale są takie chwile, gdy wszystkie kropki zaczynają mi się łączyć. I wtedy sobie myślę, że chyba kolejny raz nie usłyszałem Głosu. A wierzę, nie mam wiedzy tylko właśnie przekonanie lub wiarę, że Bóg chce mi coś powiedzieć. Skąd wiem? Bo czuję wtedy, że to coś dobrego, coś budującego, coś motywującego do działania, albo do nadziei. Nie wiem, po prostu wtedy wierzę, że to On. Ale muszę wtedy być ostrożny, bo zawsze gdy Go słyszę, On wykorzystuje do tego mój język – język popkultury.

Czytaj dalej Mów do mnie Panie, i w rapie, i na Instagramie

Listy do Stepowego Wilka (nr 2): Odnaleźć Światło i… nie zginąć w ciemności

https://www.publicdomainpictures.net/pictures/70000/nahled/bonfire-night.jpg

Drogi Wilku,

skąd takie zaskoczenie? Chciało mi się trochę z Ciebie  śmiać, gdy wtedy, na polu, tak się zdziwiłeś. Wyszedłeś późnym wieczorem z kościoła, na dworze było jakoś wybitnie ciemno, jeszcze ciemniej niż zwykle. Śpieszyłeś się do domu, wybrałeś drogę przez las. Zazwyczaj tędy chodziłeś, dziś dopiero poczułeś strach. Znałeś przecież ten fragment psalmu Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.. Znasz też inny obrazowy fragment: Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci światło wzeszło.

Wilku, w tym świecie zdominowanym przez obraz, paradoksalnie obraz już nie działa. Ciemny dom, ciemny las, ciemna dusza, noc duszy… to są tylko słowa, za którymi stoi szersze, nawet głębsze znaczenie, ale tak spowszedniały, tak wyblakły, że potrzeba im nadać nowej jakości.
Widzisz, gdy znalazłeś się w tym ciemnym lesie, tak jak Dante w Boskiej komedii, dopiero wtedy poczułeś na swojej skórze ten mrok. Zobaczyłeś, co czuje człowiek, który nagle dostrzega, że nie widzi ścieżki, że ani za sobą ani przed, nie widać niczego ani nikogo. W każdej chwili może wpaść w dół, stracić oko uderzony gałęzią, albo wpadnie na kogoś, kto w tym mroku czai się, by zrobić krzywdę innym.
Gdy powstawały teksty Biblii, nie było latarek, mobilnych aplikacji z lampą błyskową. Mało też kto szedł do lasu z pochodnią lub  świecą.
A obraz ten jest tak wymowny: ciemna dolina. Jeszcze ciemniejsza, niż ten Twój las. Taka dosłownie ciemnica albo też wewnętrzna, duchowa noc, gdy człowiek nie widzi światła, nie widzi sensu, przychodzą mu do głowy depresyjne i pełne zwątpienia myśli.
Wtedy jedyną pomocą jest Światło – Pan i Stwórca, Słońce wschodzące nad złymi i nad dobrymi.
Wilku, dobrze, że znalazłeś się w tym mroku lasu. Mogłeś na własnej skórze poczuć znaczenie tego słowa. I jego kontekst. Bo choćbyś szedł przez mrok, to On jest z Tobą. Wiem,  że czułeś to. Ostatecznie przecież nic się nie stało, wyszedłeś z lasu i doszedłeś do domu (ale proszę, nie próbuj tego już więcej!) Możesz błądzić, tkwić w mroku, wiedz jednak, że On Cię prowadzi. Bo jesteś dla Niego jak ta owca, która jako jedyna spośród setki zaginęła. A On jest Pasterzem. Idzie za Tobą w mrok, podtrzymuje, niesie.
W Twoim  świecie jest taka opowieść o mężczyźnie, który zmagał się z problemami. Już nie wytrzymywał. Mówi więc do Pana: gdzie byłeś, gdy cierpiałem. Gdzie byłeś, gdy odwracając się za siebie na plaży życia, nie widziałem swoich śladów. Pan do niego rzecze: niosłem cię, niosłem cię na swoich rękach. To dlatego wytrzymałeś ból. Niosłem cię na swoich rękach, przeprowadzałem przez rzekę, nie pozwoliłem ci zranić stóp. To dlatego nie widziałeś swoich śladów, zamiast nich, pojawiały się moje. Bolą mnie ramiona, bolą nogi, stopy krwawią. Ale kocham cię, dlatego wyruszyłem w tę podróż.
Wilku, On Cię kocha. Dlatego umarł, dlatego prowadzi Cię przez mroki i ciemności. Wiedz, że jest tuż obok, choć może nie zauważasz Go. Ale On jest.
Idąc spać, powiedz mu w chwili zamknięcia oczu: dobrej nocy! Dzięki!
Powiesz pewnie: tylko tyle? Przed snem odbyłeś długą modlitwę, a zamykając oczy masz mówić tylko trzy wyrazy? Wystarczy. Powiedz Mu jeszcze, że Go kochasz. I nie czekaj na odpowiedź, Ty już ją przecież znasz, tyle razy Ci to powiedział! Nie zapomnij!

Ze stosownymi w takiej sytuacji słowami i uściskami
Twój Ego

Listy do Stepowego Wilka (nr 1): jak zaufać i odnaleźć sens życia?

Public Domain (https://www.publicdomainpictures.net/pictures/50000/nahled/arctic-wolf.jpg)

Mój Drogi Stepowy Wilku,

ta walka trwa, każdego dnia. Jak pewnie Ci wiadomo, korespondencję prowadzą ze sobą przedstawiciele różnych sił duchowych.

Nad naszymi głowami, wokół nas, listy ze sobą wymieniają słudzy ziemskich czeluści, a nawet pozostający z Centralą aniołowie.

Czytałeś pewnie tę niebieską, albo czarcią korespondencję. Postanowiłem, że i ja skorzystam z tej drogi.

Wilku, jesteś w tym trudnym okresie swojego życia, gdy wychodząc z młodości, musisz zmierzyć się ze światem. Słyszałem czasem Twoje pojękiwanie, strach z najmniejszego problemu. Postanowiłem, że musimy obaj popracować nad tym, jak obudzić w Tobie odwagę i nieposkromiony zew wilczego serca. Bo wiesz, Ty mi strasznie przypominasz właśnie takiego stepowego wilczura. Jesteś tuż obok, a jednocześnie z dala, trochę na dystans. W kościele stajesz na końcu, spuszczasz wzrok i mówisz z ufnością: Panie, przecież jestem taki brudny. Od wielu lat masz okresy wewnętrznego zmroku, czas radosnych uniesień przeminął. Teraz jest ufność i właśnie ta dzika, nieposkromiona ufność wiedzie Cię przed Jego ołtarz. Boisz się i kochasz. Kochasz, a jak Piotr lękasz się. Wilku, postanowiłem Ci pomóc, postanowiłem Ci pomóc zrozumieć siebie i innych, odnaleźć sens i nadzieję. I dodać odwagi. Bo On Cię kocha, takiego rozchwianego, poszukującego, lękającego się. Step jest dziki, step jest niebezpieczny, ale gdy go przemierzysz, rozkwitniesz nową naturą. Twoje dzikie serce pomoże Ci przyjąć Jego dar. Twoja nieokiełznana i chwiejna natura zostanie uporządkowana. Wilku, nie poddawaj się!

Nie traćmy więc czasu na zbytnie rozczulanie się nad sobą. Musisz przecież poznać siebie. Tak, wiem, to wszystko już wiesz. Słyszałeś, że jesteś piękny, dobry, mądry, utalentowany, a Twoje życie ma sens. Nie śmiej się. Nie śmiej się, bo uznam, że nigdy tego nie słyszałeś. Really?! Weź mnie człowieku nie osłabiaj (ach te człowieki!) No to wiedz, że to prawda! O, kochany, to my tu pracę u podstaw musimy wykonać! No bo jak mam Ci opowiadać o Jego miłości, skoro Ty nie kochasz siebie. Pamiętaj, bo oto teraz zdradzę Ci sekret. Ale nie takie fiu bździu, ale prawdziwy skarb! I nie podkreślaj go wężykiem, bo jeszcze wiele razy Ci go przekażę (aż się nauczysz na pamięć). Musisz widzieć w innych Boga, ale i w sobie. On Cię kocha, tylko w to uwierz i pokochaj sam siebie. O Jego miłości jeszcze Ci powiem, na sam początek jednak coś o miłości własnej.

Słyszałem, jak zadałeś koleżance pytanie o to, dlaczego są ludzie, którzy żyją tylko z dnia na dzień. Nie są jakoś szczególnie ambitni, niczego od życia nie chcą, niczego nie robią żeby się rozwijać. Wstają rano, piją kawę, oglądają paradokumenty, przejadą się samochodem. I się nie martwią życiem. Mają miłość, zdrowie, kasę, szczęście (jaka by nie była tego definicja). I żyją sobie.

Piszę do Ciebie, bo usłyszałem, że z jednej strony nie chcesz tego przerywać, co już robisz, bo włożyłeś w to pracę. Tylko że jeśli coś nie przynosi efektu, to już uznajesz, że nie ma sensu. No i sam się zastanawiasz, czy na darmo nie marnujesz sił. Też chciałbyś po prostu tak żyć, od pierwszego do pierwszego, rzucić studia i pracować na umowach tymczasowych. Bo schemat jest prosty: 20 dni pracy -> pensja -> praca-> pensja. Nie mieć czasu na wymaganie od siebie. I tylko że jeszcze wierzysz w to, że tak Ci nie wolno robić, bo Twoja praca jeszcze komuś może pomóc i ufasz, że Twoja praca, którą się włożysz teraz, zaowocuje kiedyś.

Wilku, to właśnie jest głos Pana. Bo On chce dla Ciebie jak najlepiej i szepcze Ci subtelnie do ucha to, żebyś się nie poddawał. Racjonalnie tego nie rozumiesz, bo faktycznie, gdy coś nie przynosi efektu, to łatwo się zdemotywować. Wilku, taki schemat życia przyjęli ci, dla których to było wyjście awaryjne, którym w życiu się nie ułożyło i są skazani na taki stan albo poddali się rozpaczy i uciekają w pracę. Proszę, zaufaj tej drodze. Pytaj Boga. Wiem, wiem, czasem wydaje Ci się, że milczy. Przypomnij sobie, no: rusz głową! Pamiętasz te niepokoje, które Cię trawiły, a potem jakoś to było i jakoś się samo ułożyło. On to ułożył. Zaufaj Mu, wiedz, że nawet jeśli coś teraz nie ma sensu, to potem wyda owoce. Rób swoje. Ora et labora! Módl się i pracuj! Pamiętaj o Nim, narysuj sobie rybkę lub zawieść krzyż nad biurkiem, na nadgarstku noś czarny rzemyk, który będzie Ci przypominał o tym, że idziesz swoją drogą, ale On na tej drodze usuwa kamienie.

Bo widzisz, nawet jeśli teraz Cię boli, coś się nie udaje, to jeśli Mu zaufasz, będzie dobrze. I to nie jest pusty slogan, którym pocieszają się koledzy, gdy innego powodu na wyeliminowanie czyjegoś smutku nie widzą (a po chrześcijańsku chcą potrzebującego pocieszyć). Ja nie wiem, jakie są Jego plany. Nie wiem też, dlaczego człowiek cierpi. On cierpiał i umarł na krzyżu, by pokonać ten ból. On nie zsyła cierpienia, bo zło nie pochodzi od Niego. Wilku, zaufaj. Bo gdy zaufasz, to On Cię poprowadzi. I jest z Tobą, gdy cierpisz. A może to okazja do tego, by zbliżyć się do Niego?

To Rogacz wmawia Ci, że jest tak źle, że tylko się położyć i nie wstawać. Że lepiej nie myśleć o jutrze, bo ono tragiczne. Może nawet podsuwa niechciane myśli, mówi Gdzie jest twój Bóg?Pamiętasz, co odpowiedział psalmista?

Czemu jesteś zgnębiona, moja duszo,

i czemu jęczysz we mnie?

Ufaj Bogu, bo jeszcze Go będą wysławiać:

Zbawienie mego oblicza i mojego Boga.

Tylko On zna Twoją drogę. Pamiętasz, ile razy byłeś na samy dnie, a potem okzało się, że wszystko jakoś się ułożyło, a to, czego pragnąłeś, okazało się niepotrzebne i w sumie to fajnie, że nie wyszło, bo tylko byś się na darmo napracował, a to było niekonieczne? Pamiętasz, że wtedy sobie przypominałeś ten fragment, w którym jest mowa o tym, że na co się troszczymy jutrem, skoro mamy dzień dziesiejszy? Że ptaki na niebie są pod Jego opieką, to ludzie tym bardziej. To nie namowa do lenistwa, o nie! Ale o zaufanie Mu i robienie swojego a zaufanie, że On i tak Ci pomoże. W swoim czasie, już może nie teraz. Bo u niego setki i tysiące lat są jak jeden dzień, a jeden dzień jak całe wieki.

Pamiętaj! I wiesz co? Ja widzę, że będę musiał pisać częściej. Myślałem, że wyślemy sobie po widokówce, by się wzajemnie poznać, pozdrowić i pożegnać, a tu będzie trzeba sporo atramentu wylać. Uff… wysprzątałem pokój, mam teraz gdzie przechowywać korespondencję przychodzącą.

Twój Alter Ego