Archiwa tagu: chesterton

Czy katolik może?

Kilka lat temu zadawałem sobie postawione w tytule pytanie często. Nie był to w moim życiu poziom ,,początkujący” ale może już ,,średnio zaawansowany”

Może, a może to było nadal katolickie, używając terminologii z nauki języków obcych, A1. Czytałem wtedy książki omawiające naukę Kościoła katolickiego, czytałem Stary i Nowy Testament, dla kilku wydawnictw chrześcijańskich recenzowałem książki. Chciąc, nie chcąc, na coś religijnego natrafiałem. A mimo to zadawałem sobie pytania o to, czy katolik może: czytać fantasy, słuchać metalu, a co z rockiem? O mocniejszej muzyce hardcore wtedy jeszcze nie słyszałem. No dobra, masz fantasy, takiego Tolkiena i C.S. Lewisa. Baśnie pisał przecież autorytet religijny George MacDonald. Thrillery inny pobożny pisarz – Charles Williams. Zanim w telewizji pojawił się pierwszy odcinek detektywa w sutannie – ojca Mateusza, Chesterton pisał takie kryminały i thrillery (to on wymyślił detektywa-księdza), że głowa boli, tak dobre. To więc gatunki ,,poświęcone” już. A co z Potterem? A co z Wiedźminem?

No bo przecież egzorcyści. A jeśli ten diabeł to tak serio?

Podobają mi się dwie rzeczy, które napisał C.S. Lewis w Listach starego diabła do młodego (a, i jeszcze uwaga: czy katolik może czytać książkę pod takim tytułem? Może to jednak prowokowanie złego?). Pierwsza to taka, że diabeł boi się wyśmiania. Może to dlatego działa tak arcypoważnie, wymusza to, żeby traktować go jak najbardziej na serio, wszędzie widzieć, na każdym kroku bać, o wszystko zło podejrzewać. Żeby we własnych oczach hiperbolizować jego działanie. On nie lubi, gdy nazywasz go, przepraszam za słowa, ale frajerem, psem i ofiarą. Pokonał go Bóg, przecież to On-Pan jest najmocniejszy, każe się nie bać. A często kulimy się i lękamy jak bezpańskie psy. W tej chwili, gdy On stał się jednym z nas, gdy umarł i powstał (a my żyjemy w ciągłej Niedzieli Wielkanocnej), nic nam nie grozi. Nawet jeśli zniszczą nasze ciało, nie zniszczą ducha (jak u Hemingeway’a: ,,człowieka można zniszczyć, ale nie można go pokonać” czy jakoś tak).

A druga rzecz od Lewisa to taka, że piekło to takie policyjne państwo, sformalizowane. Dla Lewisa, gdy pisał te słowa w latach 40., czyli gdy był świadkiem upadku i zniszczenia człowieka w Europie, zło i piekło zaczynało się od myśli, idei, rozkazu wydanego przez kogoś eleganckiego w białej koszuli, pod krawatem. Komora gazowa i obóz koncentracyjny to było następstwo tego zła, apogeum tego zła i cierpienia. Jądrem ciemności było to, co poprzedzało.

Diabeł by chciał, żeby to tak działało: oglądasz film, czytasz książkę i już jesteś opętany. To działa chyba inaczej: najpierw jest odejście od Boga, zbuntowanie się przeciw Niemu, odrzucenie Go, pycha, zamknięcie drogi łasce, zrobienie miejsca w swoim sercu dla demonów. Diabeł chce, żeby człowiek odrzucił Boga. I do tego może wykorzystać wszystko, nawet Pottera. Nie przyglądałem się temu, co mówią egzorcyści, ale zawsze polegam logice. Skoro szatan to kłamca, to dlaczego wierzy mu się, że przy egzorcyzmach wskazuje na Pottera? Nie jest to moja obrona książki, której akurat nie czytałem. Ale takie pytanie, które sam sobie zadałem (szczególnie, że na miliony czytelników cyklu, spośród których też znam osobiście kilka nieopętanych osób) wskazuje się na kilkunastu opętanych-mających związki z książką?

Wybranie zła i Złego to odrzucenie Boga. Jeśli zaczynasz wierzyć horoskopom, stawiasz sobie runy lub tarota, fascynuje cię magia i wróżby, to przecież odrzucasz Boga, bo Mu nie ufasz. Jeśli czytasz Pottera, bo chcesz czarować i fascynuje cię okultyzm, to takie użycie jest już tym odejściem od Pana. To tak jak z nożem: możesz dzięki niemu przygotować kolację dla bliskich i sprawić im radość, a ktoś to narzędzie może użyć do odebrania komuś życia.

Ta postawa dzielenia prowadzi do tego, że dzielisz filozofię na tych ,,kościółkowych” i tych ,,heretyków”. Ta postawa mówi, że tę książę można czytać, a tę odrzucić. Kilka lat temu straszono ,,Kodem Leonarda da Vinci”. W moim mieście jeden z proboszczów, nadając sobie samemu szczególne uprawnienia, chciał ekskomunikować głosujących na Ruch Palikota (choć oczywiste jest, że choć polityka to brudna sprawa, ktoś wyznający wiarę w Chrystusa będzie wiedział dlaczego ma zagłosować lub nie na konkretną partię, nie trzeba go zastraszać). Nie przeczytam ,,Kodu…”, bo jest wiele innych książek, a i tak wszystkich nie będę w stanie w ciągu życia przeczytać. Nie przeczytam, bo mnie nie ciekawi ta tematyka. Nie przeczytam, bo znam zarys fabuły, i jeśli w takim świetle jest ukazany Chrystus – czyli mój Bliski, Bóg Żywy (a nie abstrakcja, figura literacka itd.), to jeśli coś złego pisze się o kimś mi bliskim, to nie czytam tego. To mój wyznacznik. Jeśli ktoś obraża Boga, a ja wierzę w Niego, to po co się w tym taplać? To mój wyznacznik wyborów kulturalnych i popkulturalnych – nie czy coś polemizuje z moją wiarą, ale czy nie obraża Boga. Bo jeśli polemizuje, to mogę wysłuchać, ale i tak wiem, że pewien zestaw dogmatów i prawd jest dla mnie stały, obowiązuje mnie ,,na starcie” z chwilą chrztu. I w moim umyśle, wielokrotnie przemyślane, są spójne, starałem się je pojmować rozumowo, i nic mi się tu nie wyklucza (dzięki m.in. przywoływanemu Lewisowi).

Ktoś uformowany: przyjmujący sakramenty, czytający absolutnie najważniejszą dla niego treść – Biblię, doczytujący książki, które nie są podejrzane (np. nie są sekciarskie), modlący się i przyjmujący łaskę Bożą – będzie odpowiednio uformowany. I nawet gdy trafi na książkę, która będzie podejrzana, sekciarska i inna, to on będzie wiedział, gdzie jest niespójna z jego wiarą, nie będzie jej chwytał. Duchowni potrafią znaleźć elementy religii nawet u Rowling. U Tolkiena to oczywistość, ale jeśli ktoś chce, to i u niego znajdzie coś złego (powstała nawet książka pt. Władca Pierścieni albo kuszenie zła, ale czytasz na własne ryzyko ;)). Z kulturą popularną to jest tak, że znajdziesz w niej to, czego szukasz. Mnie kiedyś do pionu postawiła Sala samobójców, a nawet jakieś durne paradokumenty w stylu Ukrytej prawdy. Jeśli wierzysz Bogu, to może na ciebie wpłynąć nawet gadająca oślica, albo pies i ptaki, które nie muszą się lękać o jutro.

Otoczka ,,zakaznego” już kusi od czasów Ogrodu Eden. Czasem jednak to, co odradzane i kontrowersyjne, jakieś np. książki, jest to po prostu bezwartościowe, marnie wykonane i szkoda na to czasu. Gdyby było cenne, broniłoby się samo, a nie oczekiwało na kontrowesję.

Nie jest problemem forma, nie kryteria: czy to mocne dźwięki?, czy książka to fantasy?. Nie trzeba zawsze czytać wszystkiego, co ma na okładce oznaczenie ,,kościołkowe”. Jeśli twórca nie odrzuca Boga, jeśli Go nie kontestuje, nie przemyca treści szkodzących wierze. Jeśli jesteś osobą wierzącą, która dba o formację ducha, czyta przede wszystim Biblię, będziesz wiedział, co jest przeciwne wierze i to odrzucał, szukając między wersami treści dobrych, rozwijających, które mogą ci pomóc. Taki Coelho – po przeczytaniu z ciekawości i krytycznie jego Alchemika stwierdziłem, że to książka nieszkodliwa, ale potrafiąca namieszać w głowie, bo jest trochę sekciarska i tę sekciarskość okrasza cytatami z Biblii. Tylko że Coelho wielu pomaga powrócić do Kościoła, tworzy pewną wizję Boga, którą dopiero kapłani i pobożna lektura potrafią odpowiednio doprowadzić na właściwe tory. Nie polecam czytać naczelnego mądrali, bo sięga po metody sekciarskie, ale pomaga jednak ludziom. Tak, Boża łaska może nawet zadziałać przez Coelho. I przez Rowling, albo Salę samobójców.

Fot. CC0 z: www.pexels.com