Archiwa tagu: religia

Czy katolik może?

Kilka lat temu zadawałem sobie postawione w tytule pytanie często. Nie był to w moim życiu poziom ,,początkujący” ale może już ,,średnio zaawansowany”

Może, a może to było nadal katolickie, używając terminologii z nauki języków obcych, A1. Czytałem wtedy książki omawiające naukę Kościoła katolickiego, czytałem Stary i Nowy Testament, dla kilku wydawnictw chrześcijańskich recenzowałem książki. Chciąc, nie chcąc, na coś religijnego natrafiałem. A mimo to zadawałem sobie pytania o to, czy katolik może: czytać fantasy, słuchać metalu, a co z rockiem? O mocniejszej muzyce hardcore wtedy jeszcze nie słyszałem. No dobra, masz fantasy, takiego Tolkiena i C.S. Lewisa. Baśnie pisał przecież autorytet religijny George MacDonald. Thrillery inny pobożny pisarz – Charles Williams. Zanim w telewizji pojawił się pierwszy odcinek detektywa w sutannie – ojca Mateusza, Chesterton pisał takie kryminały i thrillery (to on wymyślił detektywa-księdza), że głowa boli, tak dobre. To więc gatunki ,,poświęcone” już. A co z Potterem? A co z Wiedźminem?

No bo przecież egzorcyści. A jeśli ten diabeł to tak serio?

Podobają mi się dwie rzeczy, które napisał C.S. Lewis w Listach starego diabła do młodego (a, i jeszcze uwaga: czy katolik może czytać książkę pod takim tytułem? Może to jednak prowokowanie złego?). Pierwsza to taka, że diabeł boi się wyśmiania. Może to dlatego działa tak arcypoważnie, wymusza to, żeby traktować go jak najbardziej na serio, wszędzie widzieć, na każdym kroku bać, o wszystko zło podejrzewać. Żeby we własnych oczach hiperbolizować jego działanie. On nie lubi, gdy nazywasz go, przepraszam za słowa, ale frajerem, psem i ofiarą. Pokonał go Bóg, przecież to On-Pan jest najmocniejszy, każe się nie bać. A często kulimy się i lękamy jak bezpańskie psy. W tej chwili, gdy On stał się jednym z nas, gdy umarł i powstał (a my żyjemy w ciągłej Niedzieli Wielkanocnej), nic nam nie grozi. Nawet jeśli zniszczą nasze ciało, nie zniszczą ducha (jak u Hemingeway’a: ,,człowieka można zniszczyć, ale nie można go pokonać” czy jakoś tak).

A druga rzecz od Lewisa to taka, że piekło to takie policyjne państwo, sformalizowane. Dla Lewisa, gdy pisał te słowa w latach 40., czyli gdy był świadkiem upadku i zniszczenia człowieka w Europie, zło i piekło zaczynało się od myśli, idei, rozkazu wydanego przez kogoś eleganckiego w białej koszuli, pod krawatem. Komora gazowa i obóz koncentracyjny to było następstwo tego zła, apogeum tego zła i cierpienia. Jądrem ciemności było to, co poprzedzało.

Diabeł by chciał, żeby to tak działało: oglądasz film, czytasz książkę i już jesteś opętany. To działa chyba inaczej: najpierw jest odejście od Boga, zbuntowanie się przeciw Niemu, odrzucenie Go, pycha, zamknięcie drogi łasce, zrobienie miejsca w swoim sercu dla demonów. Diabeł chce, żeby człowiek odrzucił Boga. I do tego może wykorzystać wszystko, nawet Pottera. Nie przyglądałem się temu, co mówią egzorcyści, ale zawsze polegam logice. Skoro szatan to kłamca, to dlaczego wierzy mu się, że przy egzorcyzmach wskazuje na Pottera? Nie jest to moja obrona książki, której akurat nie czytałem. Ale takie pytanie, które sam sobie zadałem (szczególnie, że na miliony czytelników cyklu, spośród których też znam osobiście kilka nieopętanych osób) wskazuje się na kilkunastu opętanych-mających związki z książką?

Wybranie zła i Złego to odrzucenie Boga. Jeśli zaczynasz wierzyć horoskopom, stawiasz sobie runy lub tarota, fascynuje cię magia i wróżby, to przecież odrzucasz Boga, bo Mu nie ufasz. Jeśli czytasz Pottera, bo chcesz czarować i fascynuje cię okultyzm, to takie użycie jest już tym odejściem od Pana. To tak jak z nożem: możesz dzięki niemu przygotować kolację dla bliskich i sprawić im radość, a ktoś to narzędzie może użyć do odebrania komuś życia.

Ta postawa dzielenia prowadzi do tego, że dzielisz filozofię na tych ,,kościółkowych” i tych ,,heretyków”. Ta postawa mówi, że tę książę można czytać, a tę odrzucić. Kilka lat temu straszono ,,Kodem Leonarda da Vinci”. W moim mieście jeden z proboszczów, nadając sobie samemu szczególne uprawnienia, chciał ekskomunikować głosujących na Ruch Palikota (choć oczywiste jest, że choć polityka to brudna sprawa, ktoś wyznający wiarę w Chrystusa będzie wiedział dlaczego ma zagłosować lub nie na konkretną partię, nie trzeba go zastraszać). Nie przeczytam ,,Kodu…”, bo jest wiele innych książek, a i tak wszystkich nie będę w stanie w ciągu życia przeczytać. Nie przeczytam, bo mnie nie ciekawi ta tematyka. Nie przeczytam, bo znam zarys fabuły, i jeśli w takim świetle jest ukazany Chrystus – czyli mój Bliski, Bóg Żywy (a nie abstrakcja, figura literacka itd.), to jeśli coś złego pisze się o kimś mi bliskim, to nie czytam tego. To mój wyznacznik. Jeśli ktoś obraża Boga, a ja wierzę w Niego, to po co się w tym taplać? To mój wyznacznik wyborów kulturalnych i popkulturalnych – nie czy coś polemizuje z moją wiarą, ale czy nie obraża Boga. Bo jeśli polemizuje, to mogę wysłuchać, ale i tak wiem, że pewien zestaw dogmatów i prawd jest dla mnie stały, obowiązuje mnie ,,na starcie” z chwilą chrztu. I w moim umyśle, wielokrotnie przemyślane, są spójne, starałem się je pojmować rozumowo, i nic mi się tu nie wyklucza (dzięki m.in. przywoływanemu Lewisowi).

Ktoś uformowany: przyjmujący sakramenty, czytający absolutnie najważniejszą dla niego treść – Biblię, doczytujący książki, które nie są podejrzane (np. nie są sekciarskie), modlący się i przyjmujący łaskę Bożą – będzie odpowiednio uformowany. I nawet gdy trafi na książkę, która będzie podejrzana, sekciarska i inna, to on będzie wiedział, gdzie jest niespójna z jego wiarą, nie będzie jej chwytał. Duchowni potrafią znaleźć elementy religii nawet u Rowling. U Tolkiena to oczywistość, ale jeśli ktoś chce, to i u niego znajdzie coś złego (powstała nawet książka pt. Władca Pierścieni albo kuszenie zła, ale czytasz na własne ryzyko ;)). Z kulturą popularną to jest tak, że znajdziesz w niej to, czego szukasz. Mnie kiedyś do pionu postawiła Sala samobójców, a nawet jakieś durne paradokumenty w stylu Ukrytej prawdy. Jeśli wierzysz Bogu, to może na ciebie wpłynąć nawet gadająca oślica, albo pies i ptaki, które nie muszą się lękać o jutro.

Otoczka ,,zakaznego” już kusi od czasów Ogrodu Eden. Czasem jednak to, co odradzane i kontrowersyjne, jakieś np. książki, jest to po prostu bezwartościowe, marnie wykonane i szkoda na to czasu. Gdyby było cenne, broniłoby się samo, a nie oczekiwało na kontrowesję.

Nie jest problemem forma, nie kryteria: czy to mocne dźwięki?, czy książka to fantasy?. Nie trzeba zawsze czytać wszystkiego, co ma na okładce oznaczenie ,,kościołkowe”. Jeśli twórca nie odrzuca Boga, jeśli Go nie kontestuje, nie przemyca treści szkodzących wierze. Jeśli jesteś osobą wierzącą, która dba o formację ducha, czyta przede wszystim Biblię, będziesz wiedział, co jest przeciwne wierze i to odrzucał, szukając między wersami treści dobrych, rozwijających, które mogą ci pomóc. Taki Coelho – po przeczytaniu z ciekawości i krytycznie jego Alchemika stwierdziłem, że to książka nieszkodliwa, ale potrafiąca namieszać w głowie, bo jest trochę sekciarska i tę sekciarskość okrasza cytatami z Biblii. Tylko że Coelho wielu pomaga powrócić do Kościoła, tworzy pewną wizję Boga, którą dopiero kapłani i pobożna lektura potrafią odpowiednio doprowadzić na właściwe tory. Nie polecam czytać naczelnego mądrali, bo sięga po metody sekciarskie, ale pomaga jednak ludziom. Tak, Boża łaska może nawet zadziałać przez Coelho. I przez Rowling, albo Salę samobójców.

Fot. CC0 z: www.pexels.com

Mów do mnie Panie, i w rapie, i na Instagramie

Bóg do nas przemawia. Czasem Go słyszymy, a czasem nie. Nie wiem od czego to zależy, no bo przecież nie zawsze od naszej niechęci. Nie zawsze też od zabiegania. Czasem Go nie słyszymy, bo się boimy, bo nie mamy stuprocentowej pewności. Wiele razy po kilku miesiącach uderzam się w głowę, czując coś w stylu: ,,aaa, to o to chodziło. To dlatego mi nie wyszło, bo…, a więc wszystko się teraz układa”. Serio, w ostrożności potrafię zajść daleko, ale są takie chwile, gdy wszystkie kropki zaczynają mi się łączyć. I wtedy sobie myślę, że chyba kolejny raz nie usłyszałem Głosu. A wierzę, nie mam wiedzy tylko właśnie przekonanie lub wiarę, że Bóg chce mi coś powiedzieć. Skąd wiem? Bo czuję wtedy, że to coś dobrego, coś budującego, coś motywującego do działania, albo do nadziei. Nie wiem, po prostu wtedy wierzę, że to On. Ale muszę wtedy być ostrożny, bo zawsze gdy Go słyszę, On wykorzystuje do tego mój język – język popkultury.

To nie był wpis planowany z racji początku adwentu. Średnio mi wychodzi planowanie, co zresztą widać po moim blogu, który jest jak już prawie obumarła paproć, która nagle dostaje kroplę wody i może ją to jeszcze chwilę podtrzymać. Prawie to wszystko uschło, a tu nagle zjawiam się po ponad roku.

Boję się, jak wielu ludzi, nagłej a niespodziewanej śmierci, np. w wypadku komunikacyjnym. Ale już kilka niebezpieczeństw przeżyłem i prawie straciłem życie. Nie liczę już drugich i tych siedemdziesiątych szans. Bo to zawsze jest mniej niż ułamek sekundy, gdy robi się przed oczami ta ciemność, a potem człowiek wie, że już jest dobrze. Ten wpis nie był planowany, ale jest owocem tej chwilowej przerwy między oczami, która jest przed przebudzeniem, ale po chwilowej ciemności.

No i nigdy nie korzystałem na tym blogu z pisania bardzo osobistego. Tak że tego…

Od kilku miesięcy trwa u mnie stan zmian. Pewne rzeczy porzuciłem, nad innymi myślę, porządkuję swoją teraźniejszość. Sporo nie wychodzi, ale czuję ciągłą nadzieję i nieopisany entuzjazm, który nie nie mija, jak zawsze w moim życiu gdy coś przeczytam lub usłyszę, po kilku dniach. On trwa już 5 miesięcy – 5 miesięcy ciągłej motywacji do działania, do zrobienia czegoś fajnego. To tak z jednej strony, bo z drugiej sporo też nie wychodzi. I ten stan napięcia, poddenerwowania, ,,poszukiwania” nie ułatwia niczego. Stopniowo człowiek tu nie odpowie uśmiechem, tam się zirytuje, tu jeszcze jest nieobecny myślami. Stopniowo staje się niewrażliwy na siebie.

I zapomina o tym, co najważniejsze: o drugim człowieku. O tym, żeby czerpać radość z kontaktu z innymi, cieszyć się ludźmi wokół, porzucić ponurość i przygnębienie, pewną oschłość. Nie wiem co jeszcze, przyszło mi do głowy tych kilka rzeczy, zapisałem je sobie, gdybym złapał się na tym, że znowu ,,odpływam”, że błądzę gdzieś myślami, zamiast czerpać radość z bycia blisko innych. Gdyby zdarzyło się, że nie umiem doceniać w rutynie dnia tego, że wokół mnie są inni ludzie. Zapominamy o tym, wiem, bo tak działa nasz mózg: przyzwyczaja się, a potem w chwili straty uświadamia sobie, że jechaliśmy na autopilocie i ta stabilizacja wokół, która właśnie się skończyła, wcale nie była tak oczywista. Wstajemy rano i w pośpiechu wybiegamy z domu albo wpadamy w rutynę, a zapominamy, że wiele osób tej nocy odeszło, a i dla każdego z nas kiedyś nie wstanie dzień.

Nie wiem, czy wszyscy wokół zapominamy jeszcze o jednym. Ja przynajmniej często o tym zapominam. Trzy lata temu zacząłem słuchać przygodnie reggae, wiedziałem o pewnej banalności przekazów, ale oczywistości są ludziom potrzebne, bo o nich zapominają: radość, uśmiech, poszukiwanie pogodnych stron świata i życia, cieszenie się chwilą – nie hedonistyczne, ale świadome, wynikające z wdzięczności wobec świata. I jeszcze coś: jesteśmy braćmi i siostrami. Jezus jest naszym Bratem i Przyjacielem. My wobec siebie też jesteśmy braćmi. Podajemy sobie dłoń podczas mszy, mamy sobie pomagać. Mamy być bliźnimi miłującymi dla wszystkich: dla chrześcijan i dla niewierzących. Bo jesteśmy Świątynią Boga, członkami jednego Ciała – Chrystusa. Przypomina mi się polski pozytywizm i organicyzm: gdy jedna część tego organizmu cierpi, bo coś ją boli, cierpi wtedy całe ciało. Gdy boli mnie ząb albo złamany palec, cierpię cały.

Gdy sobie uświadomię, że ludzie wokół mnie są moimi braćmi i siostrami, gdy tę oczywistość wpoję w życie, tę prawdę ale i pewną metaforę, łatwiej będzie mi być dobrym, łatwiej okazywać radość – gdy ktoś obok nie będzie tak obcy, ale bliższy.

Kilka takich refleksji przyszło mi wczoraj do głowy, gdy tego nie planowałem. Dziś słuchałem rapu, a konkretniej Bisza. Zwróciłem uwagę na jedno zdanie, choć całego Wilka Chodnikowego słuchałem już wiele razy, znam już tę płytę prawie w całości, jeśli chodzi o przekaz tekstów. Zapomniałem szybko o tym nagłym przekazie z piosenki, zająłem się innymi sprawami. Na Instagramie dostałem później wiadomość prywatną od pewnego dziennikarza znanego miesięcznika. Nie wyświetla mu się mój profil, ponieważ mnie nie obserwuje. Nie zna mnie. Ja zaś pięć lat temu po raz pierwszy kupiłem miesięcznik tematyczny, do którego on pisze. Obserwują go tysiące ludzi, on zaś ma polubione tysiące profili, które bombardują jego tablicę zdjęciami. Napisał do mnie spontaniczną wiadomość, kilka dobrych słów. Tak bez przyczyny. Wyobraź sobie, że zaczepiam Cię na ulicy i mówię Ci: ,,wszystkiego dobrego, miłego dnia”. To była tak spontaniczna, losowa, nieplanowana wiadomość. Zawierała chyba tylko trzy słowa. Aha, i streściłbym ją w tym, co zwróciło moją uwagę w rapie Bisza, w tym jednym zdaniu, które kilka godzin wcześniej usłyszałem i mnie zaintrygowało.

Czy Bóg przemówił do mnie przez rapera i przez Instagram? I to z mocno spersonalizowanym przekazem, nie jakimś banałem. Właśnie takim jednym zdaniem, którego potrzebowałem. Przez piosenkę, którą znałem od kilku miesięcy i właśnie dziś mnie coś w niej ruszyło. Przez obcego człowieka, któremu nawet najlepsze algorytmy nie mogły na mnie wskazać, bo się nie znamy, a który poczuł impuls, żeby się do mnie odezwać, napisać trzy słowa i w zasadzie tylko tyle. I to takie trzy słowa, które łączyły się z tymi wysłuchanymi kilka godzin wcześniej. Nadawca tych słów pewnie nie wie, że jego impuls (bo tak pewnie poczuł, żeby się odezwać do obcego sobie człowieka) może mieć trochę więcej sensu (wierzę, że wielu z nas jest narzędziami Boga i odmieniliśmy czyjś los, nie wiedząc o tym).

Ten mój chaotyczny wpis jest takimi trzema słowami, które posyłam dalej. Bóg do nas mówi, albo coś nam sugeruje, ale czasem może do tego wykorzystać nawet portal społecznościowy albo odrobinę estetycznie brudną piosenkę rapową, której daleko do pobożnych pieśni. Czasem mówi do nas przecież wtedy, gdy już jesteśmy w bagnie, nie tylko przed wejściem w nie, gdy nas ostrzega.

Profesja nadawcy tych słów jest dla mnie znacząca. Zafascynowany tą tematyką pięć lat temu, kupowałem miesięcznik, zgłębiając te treści. Nie wiem, czy to jakiś sygnał, żeby tę moją 5-miesięczną motywację przekuć w to konkretne działanie. Tu już nie mam pewności, i tu właśnie odzywa się ten mój racjonalizm, który za kilka miesięcy odezwie się w mojej głowie w słowach ,,aaa, więc o to chodziło, to tak miały się te kropki połączyć”.  Nie wiem tylko, czy będę ,,po fakcie” ze zmarnowaną szansą, czy ze zrealizowanym celem. Nie wiem, czy to Jego głos, ale mam wiarę. Bo gdy chodzi o dobre rzeczy, o budujące rzeczy, to wierzę, że to bardzo często Jego głos. Nie ,,wiem”, ale: ,,wierzę”.

Wiem jednak, że musimy być otwarci na drugiego człowieka, uważni na niego, opiekuńczy i troskliwi, doceniać jego obecność, bo wszyscy jesteśmy metaforyczną, ale i dosłowną rodziną. A dla rodziny trzeba być dobrym. Więc do teoretycznie obcych ludzi też będzie łatwiej być dobrymi. Tak sobie pomyślałem wczoraj, a dziś doszły do tego niespodziewane budujące słowa. Nie wierzę w karmę, ale w łaskę. I wierzę, że gdy chcemy dobra, to Jego łaska i dobro czynią w naszym życiu rzeczy wielkie.

 

Zdjęcie na licencji CC0 pochodzi ze strony www.pexels.com

Listy do Stepowego Wilka (nr 1): jak zaufać i odnaleźć sens życia?

Public Domain (https://www.publicdomainpictures.net/pictures/50000/nahled/arctic-wolf.jpg)

Mój Drogi Stepowy Wilku,

ta walka trwa, każdego dnia. Jak pewnie Ci wiadomo, korespondencję prowadzą ze sobą przedstawiciele różnych sił duchowych.

Nad naszymi głowami, wokół nas, listy ze sobą wymieniają słudzy ziemskich czeluści, a nawet pozostający z Centralą aniołowie.

Czytałeś pewnie tę niebieską, albo czarcią korespondencję. Postanowiłem, że i ja skorzystam z tej drogi.

Wilku, jesteś w tym trudnym okresie swojego życia, gdy wychodząc z młodości, musisz zmierzyć się ze światem. Słyszałem czasem Twoje pojękiwanie, strach z najmniejszego problemu. Postanowiłem, że musimy obaj popracować nad tym, jak obudzić w Tobie odwagę i nieposkromiony zew wilczego serca. Bo wiesz, Ty mi strasznie przypominasz właśnie takiego stepowego wilczura. Jesteś tuż obok, a jednocześnie z dala, trochę na dystans. W kościele stajesz na końcu, spuszczasz wzrok i mówisz z ufnością: Panie, przecież jestem taki brudny. Od wielu lat masz okresy wewnętrznego zmroku, czas radosnych uniesień przeminął. Teraz jest ufność i właśnie ta dzika, nieposkromiona ufność wiedzie Cię przed Jego ołtarz. Boisz się i kochasz. Kochasz, a jak Piotr lękasz się. Wilku, postanowiłem Ci pomóc, postanowiłem Ci pomóc zrozumieć siebie i innych, odnaleźć sens i nadzieję. I dodać odwagi. Bo On Cię kocha, takiego rozchwianego, poszukującego, lękającego się. Step jest dziki, step jest niebezpieczny, ale gdy go przemierzysz, rozkwitniesz nową naturą. Twoje dzikie serce pomoże Ci przyjąć Jego dar. Twoja nieokiełznana i chwiejna natura zostanie uporządkowana. Wilku, nie poddawaj się!

Nie traćmy więc czasu na zbytnie rozczulanie się nad sobą. Musisz przecież poznać siebie. Tak, wiem, to wszystko już wiesz. Słyszałeś, że jesteś piękny, dobry, mądry, utalentowany, a Twoje życie ma sens. Nie śmiej się. Nie śmiej się, bo uznam, że nigdy tego nie słyszałeś. Really?! Weź mnie człowieku nie osłabiaj (ach te człowieki!) No to wiedz, że to prawda! O, kochany, to my tu pracę u podstaw musimy wykonać! No bo jak mam Ci opowiadać o Jego miłości, skoro Ty nie kochasz siebie. Pamiętaj, bo oto teraz zdradzę Ci sekret. Ale nie takie fiu bździu, ale prawdziwy skarb! I nie podkreślaj go wężykiem, bo jeszcze wiele razy Ci go przekażę (aż się nauczysz na pamięć). Musisz widzieć w innych Boga, ale i w sobie. On Cię kocha, tylko w to uwierz i pokochaj sam siebie. O Jego miłości jeszcze Ci powiem, na sam początek jednak coś o miłości własnej.

Słyszałem, jak zadałeś koleżance pytanie o to, dlaczego są ludzie, którzy żyją tylko z dnia na dzień. Nie są jakoś szczególnie ambitni, niczego od życia nie chcą, niczego nie robią żeby się rozwijać. Wstają rano, piją kawę, oglądają paradokumenty, przejadą się samochodem. I się nie martwią życiem. Mają miłość, zdrowie, kasę, szczęście (jaka by nie była tego definicja). I żyją sobie.

Piszę do Ciebie, bo usłyszałem, że z jednej strony nie chcesz tego przerywać, co już robisz, bo włożyłeś w to pracę. Tylko że jeśli coś nie przynosi efektu, to już uznajesz, że nie ma sensu. No i sam się zastanawiasz, czy na darmo nie marnujesz sił. Też chciałbyś po prostu tak żyć, od pierwszego do pierwszego, rzucić studia i pracować na umowach tymczasowych. Bo schemat jest prosty: 20 dni pracy -> pensja -> praca-> pensja. Nie mieć czasu na wymaganie od siebie. I tylko że jeszcze wierzysz w to, że tak Ci nie wolno robić, bo Twoja praca jeszcze komuś może pomóc i ufasz, że Twoja praca, którą się włożysz teraz, zaowocuje kiedyś.

Wilku, to właśnie jest głos Pana. Bo On chce dla Ciebie jak najlepiej i szepcze Ci subtelnie do ucha to, żebyś się nie poddawał. Racjonalnie tego nie rozumiesz, bo faktycznie, gdy coś nie przynosi efektu, to łatwo się zdemotywować. Wilku, taki schemat życia przyjęli ci, dla których to było wyjście awaryjne, którym w życiu się nie ułożyło i są skazani na taki stan albo poddali się rozpaczy i uciekają w pracę. Proszę, zaufaj tej drodze. Pytaj Boga. Wiem, wiem, czasem wydaje Ci się, że milczy. Przypomnij sobie, no: rusz głową! Pamiętasz te niepokoje, które Cię trawiły, a potem jakoś to było i jakoś się samo ułożyło. On to ułożył. Zaufaj Mu, wiedz, że nawet jeśli coś teraz nie ma sensu, to potem wyda owoce. Rób swoje. Ora et labora! Módl się i pracuj! Pamiętaj o Nim, narysuj sobie rybkę lub zawieść krzyż nad biurkiem, na nadgarstku noś czarny rzemyk, który będzie Ci przypominał o tym, że idziesz swoją drogą, ale On na tej drodze usuwa kamienie.

Bo widzisz, nawet jeśli teraz Cię boli, coś się nie udaje, to jeśli Mu zaufasz, będzie dobrze. I to nie jest pusty slogan, którym pocieszają się koledzy, gdy innego powodu na wyeliminowanie czyjegoś smutku nie widzą (a po chrześcijańsku chcą potrzebującego pocieszyć). Ja nie wiem, jakie są Jego plany. Nie wiem też, dlaczego człowiek cierpi. On cierpiał i umarł na krzyżu, by pokonać ten ból. On nie zsyła cierpienia, bo zło nie pochodzi od Niego. Wilku, zaufaj. Bo gdy zaufasz, to On Cię poprowadzi. I jest z Tobą, gdy cierpisz. A może to okazja do tego, by zbliżyć się do Niego?

To Rogacz wmawia Ci, że jest tak źle, że tylko się położyć i nie wstawać. Że lepiej nie myśleć o jutrze, bo ono tragiczne. Może nawet podsuwa niechciane myśli, mówi Gdzie jest twój Bóg?Pamiętasz, co odpowiedział psalmista?

Czemu jesteś zgnębiona, moja duszo,

i czemu jęczysz we mnie?

Ufaj Bogu, bo jeszcze Go będą wysławiać:

Zbawienie mego oblicza i mojego Boga.

Tylko On zna Twoją drogę. Pamiętasz, ile razy byłeś na samy dnie, a potem okzało się, że wszystko jakoś się ułożyło, a to, czego pragnąłeś, okazało się niepotrzebne i w sumie to fajnie, że nie wyszło, bo tylko byś się na darmo napracował, a to było niekonieczne? Pamiętasz, że wtedy sobie przypominałeś ten fragment, w którym jest mowa o tym, że na co się troszczymy jutrem, skoro mamy dzień dziesiejszy? Że ptaki na niebie są pod Jego opieką, to ludzie tym bardziej. To nie namowa do lenistwa, o nie! Ale o zaufanie Mu i robienie swojego a zaufanie, że On i tak Ci pomoże. W swoim czasie, już może nie teraz. Bo u niego setki i tysiące lat są jak jeden dzień, a jeden dzień jak całe wieki.

Pamiętaj! I wiesz co? Ja widzę, że będę musiał pisać częściej. Myślałem, że wyślemy sobie po widokówce, by się wzajemnie poznać, pozdrowić i pożegnać, a tu będzie trzeba sporo atramentu wylać. Uff… wysprzątałem pokój, mam teraz gdzie przechowywać korespondencję przychodzącą.

Twój Alter Ego