Jeszcze będzie dobrze, nasycą nas nabrzmiałe życiem kłosy, jeszcze będzie dobrze…

Boję się, że ten tekst będzie nieuporządkowany i chaotyczny. Tak jak ten miniony tydzień: jak wiele osób tak i ja musiałem przeorganizować swój dzień i dom, żeby móc pracować zdalnie, musiałem wypracować system. Okazało się, że pokój może być nie tylko miejscem odpoczynku i snu, ale miejscem modlitwy i pracy – miejscem uświęcenia, powołania.

To są ważne dla mnie spostrzeżenia, brzmi to patetycznie, tak bez emocji, tak ,,bezpłciowo”, bo jednocześnie wszystko we mnie krzyczy.

Rozpocząłem ten tekst od słowa ,,boję się”, bo się autentycznie potwornie boję. A przecież mam się nie lękać. Potwornie się boję, choć przecież mamy się nawet nie bać tych, którzy zabijają ciało, bo duszy zabić nie mogą (Mt 10,28). Naszej duszy nie może nam nikt odebrać.

Jest po prostu we mnie pewna nadzieja. Jakieś pokrzepiające wzruszenie, że jeszcze będzie dobrze, że może nie odśpiewamy jeszcze w maju wspólnie ,,Litanii Loretańskiej” (choć może akurat?), ale że wspólny różaniec w październiku na pewno zabrzmi. W poprzednim wpisie, który był jeszcze ,,na gorąco” pisałem, że wierzę w przepiękne ,,Exsultet”, za którym już teraz tęsknię.

Jest po prostu we mnie pewna nadzieja, choć wszystko w środku jeszcze krzyczy.

Jeszcze będzie dobrze i wrócimy do domu,
jeszcze będzie dobrze i zapachną majowe kwiaty polne przy kaplicy Matki,
jeszcze będzie dobrze, pójdziemy za żywą Hostią ulicami albo wśród pól kwitnących chlebem,
jeszcze będzie dobrze, nasycą nas nabrzmiałe życiem kłosy
przesiąknięte chabrami, które mama zawsze zrywała w drodze z kościoła,
bo przypominały oczy ze śmiesznymi rzęsami.

Jeszcze będzie dobrze i napijemy się herbaty w blaszanych kubkach
patrząc w gwiazdy i odpoczywając od domu i tęskniąc za domem,
jeszcze będzie dobrze, ale będziemy wtedy inni:
bardziej uśmiechnięci choć z bólem gdzieś głęboko w sercu
jak źdźbło ostrej trawy z czerwoną rosą, gdy skaleczyło palec,
jak igła sosny albo kolec dzikiej róży, która po tym jak wydała kwiat, stała się czerwonym owocem przypominającym Serce Jezusa kolcami przebite
jak na obrazku zostawionym po kolędzie.

Będziemy inni, będziemy dzielić się miłością,
bo okaże się finalnie, że tylko miłość się liczy, że ona jest stała,
że to jej najbardziej brakowało w chwilach niepokoju,
gdy choć dzień stawał się coraz dłuższy i jaśniejszy,
to jednak każda kolejna noc była czarniejsza od poprzedniej.

 

Fot. własne

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.